SKRZYNKA PYTAŃ – DR URSZULA KOWALSKA

Kolejna odsłona SKRZYNKI PYTAŃ. Tym razem pytaliście się:

DR URSZULI KOWALSKIEJ

A oto odpowiedzi:

  • Jakie jest Pani najdziwniejsze doświadczenie związane z Czechami?

 

Zjedzenie zupy składającej się z kminku, ryżu i groszku oraz mieszkanie w międzynarodowym akademiku w Brnie (nie wiem, co Autor pytania rozumie pod pojęciem „najdziwniejsze”, ale sądzę, że ostatnie doświadczenie spełnia to kryterium).

 

  • Jakie jest Pani najprzyjemniejsze doświadczenie związane z Czechami?

 

I znowu zacznę od wspomnień kulinarnych – nejlepší zmrzlina ever (taka była oficjalna nazwa dania w karcie) w kawiarence na dachu małej kamieniczki w Mikulovie. Z widokiem na inne dachy, dwa zamki i winnice.

Do najprzyjemniejszych doświadczeń cyklicznych zaliczam też coroczne wyjazdy na dni Kultury Polskiej do Brna.

A poza tym: poznawanie Czechów i Czech na początku studiów (do końca życia zapamiętam piosenkę Skakal pes přes oves i bajkę o Krzysiu, który się schował w mikserze, którą mgr Pešina zaserwował nam na jednych z pierwszych zajęć), akademik Hvězda podczas majowego wyjazdu studyjnego do Pragi, szkoła letnia w Poděbradach, pierwszy mecz hokeja na żywo… Trochę by się znalazło tych najprzyjemniejszych doświadczeń☺

 

  • Dlaczego zdecydowała Pani, że będzie studiować slaw-pol z czeskim?

 

Bo mama (polonistka) mi zabroniła studiować polonistykę;)

 

  • Z czym kojarzy się Pani karton na głowie?

 

Z doktorem Borowiakiem, dość abstrakcyjnym dyżurem w sekretariacie, Wisławą Szymborską, Ewą Lipską i panią prof. Anną Legeżyńską (wiem, że to nie brzmi logicznie). Podobno ktoś jest w posiadaniu zdjęć, które dokumentują to wspomnienie.

 

  • Czy lubi Pani kminek?

 

Już toleruję, do miłości daleko, ale to są podstawowe kwestie adaptacyjne;)

 

  • Woli Pani kuchnię czeską czy polską? Którą potrawę najbardziej?

 

Spróbuję wybrnąć dyplomatycznie i odpowiedzieć, że potrawą, której najbardziej mi brakuje w Poznaniu są „paszteciki szczecińskie” (właśnie się dowiedziałam, że 20 października jest nawet obchodzony Dzień Pasztecika Szczecińskiego!!!). Kiedyś można ich było spróbować w Poznaniu, w lokalu przy ul. Głogowskiej, ale najlepsze są w szczecińskim barze, który powstał w 1969 roku (i czas się w nim zatrzymał).

Kiedyś byłam uzależniona od utopenców, bardzo lubię czeskie zupy, ale nie jestem wyznawcą czeskiej kuchni – doskwiera mi brak warzyw.

 

  • Karel czy Josef Capek?

 

No jednak Karel, chociażby za zdanie „piszę, by dowiedzieć się, co myślę”.

 

  • Jakie jest Pani ulubione zwierzątko i dlaczego to kot?:)

 

Kot, kot, z przykrością muszę potwierdzić☺ Ze względu na zwierzaki, z którymi się wychowałam (Spaślak i Łomot) i odratowaną Dadę, której nikt nie dawał szans, a ma się całkiem nieźle do dziś. Współpraca Spaślaka z Łomotem, w zakresie kradzieży pożywienia z talerza i docierania do pomieszczeń na stałe zamkniętych, utwierdziła mnie w przekonaniu, że są to jedne z inteligentniejszych istot. Lepiej je mieć po swojej stronie;)

 

  • Czy ma Pani zwierzątko lub planuje je mieć?

 

Chwilowo nie mam, co pozwala mi „przechowywać” zwierzątka znajomych. A w planach kot, rzecz jasna.

 

  • Co daje Pani największą satysfakcję w pracy?

 

Czuję satysfakcję, jak widzę, że ktoś mnie słucha podczas zajęć, jak udaje mi się rozbawić Studentów, jak oddaję na czas obiecany artykuł (to bardzo rzadko odczuwany rodzaj satysfakcji), jak dostrzegam, że to co mówię wzbudza zainteresowanie, jak wygrywam nierówną walkę z nowymi technologiami, jak widzę, że moje uwagi czy poprawki przynoszą efekty, jak na organizowane przez nas „czeskie” wydarzenia przychodzi dużo osób, jak słyszę, że ładnie mówię po czesku (chociaż kiedyś usłyszałam, że posługuję się językiem Biblii Kralickiej;), jak udaje mi się „złapać” odpowiedni ekwiwalent w przekładzie, jak ktoś mnie pochwali…☺

 

  • Czy Pani ulubione miejsce na świecie znajduje się w Czechach?

 

Chyba nie, jednak na pierwszym miejscu stawiam moje dwa domy – szczeciński i poznański. Czeskie miejsce jest na trzeciej i czwartej pozycji – to, od kilku lat, Brno i Mikulov na Morawach.

 

  • Pani ulubione miejsce w Pozaniu?

 

Park naprzeciwko Opery. A jeśli chodzi o gastronomię, to kiedyś Emma, której już nie ma, Za kulisami i Dragon. Powoli zaczynam lubić (i rozumieć) Wildę, gdzie mieszkam od jakiegoś czasu.

 

  • Czego Czesi mogliby się nauczyć od Polaków, a czego Polacy od Czechów?

 

Polacy od Czechów mogliby się nauczyć dystansu do siebie, a Czesi od Polaków braku dystansu do siebie ☺

 

  • Szymborska czy Lipska?

 

Ależ pytania! I Szymborska, i Lipska, ale przede wszystkim Leśmian i Herbert (trochę dziwna mieszanka, wiem).

 

  • Jakie jest Pani hobby?

 

Uświadomili mi Państwo strasznie smutną, przerażającą, niepokojącą i skłaniającą do radykalnych zmian w życiu prawdę – moje hobby zlewa się z pracą, zatarła się granica między jednym a drugim. Pewnie czas coś z tym zrobić.

A kiedyś – kajaki, barmaństwo, zbieranie słoni (moja mama wciąż pyta, kiedy je wyprowadzę do Poznania – jest co wyprowadzać), pisanie „powieści obyczajowych” i wierszy (mam nadzieję, że nikt nigdy tego nie znajdzie). Dwa lata temu zapaliłam się do wspinaczki, ale na razie pozostałam przy zapale, bardzo powoli zbieram się do czynów.

 

  • Jakie piwo jest Pani zdaniem najlepsze?

 

Z czeskich – Gambrinus, Staropramen granat, z polskich – Książęce czerwone, z innych – Hoegaarden (czy to nie jest „lokowanie produktu”?)

 

  • Jakie jest Pani motto życiowe?

 

Nie mam pojęcia!!! Ale z pewnością najczęściej powtarzam „co nas nie zabije to nas wzmocni”.

 

  • Co oznacza bawić się „sprytnie i sympatycznie”?

 

Do dziś nie wiem. Ale dr Borowiak powinien wiedzieć.

 

  • Gdzie się Pani najlepiej odpoczywa?

 

W domu przy prasowaniu – wtedy mogę bez wyrzutów sumienia oglądać seriale, od których uzależniam się w trybie natychmiastowym (bez względu na poziom, jakość, gatunek i rodzaj).

Na Morawach.

W rozwalającym się domku nad jeziorem, nieopodal Szczecina.

W górach, w które za rzadko jeżdżę.

 

  • Czy umie Pani tańczy polkę?

 

Umiałam. Ale tylko w roli męskiej – tam, gdzie się uczyłam było za dużo kobiet i z racji postury musiałam robić za partnera;)

 

  • Spotkanie z którą postacią czeskiej kultury wywołało na Pani największe wrażenie?

 

Chyba z Jiřím Grušą. A jeśli chodzi o spotkanie duchowe, to na pierwszym roku studiów z Jaromírem Nohavicą (pierwsza usłyszana piosenka Převez mě, příteli ) i z Pavlem Kohoutem (książka Kacica).

 

  • Gulas czy Svickowa?

 

Tylko nie svičková!!!!

 

  • Spotkanie z Jagrem czy Karlem Gottem?

 

A muszę? ☺ To już chyba lepiej z Gottem, przynajmniej bym wiedziała, o czym rozmawiać i nie skompromitowałabym się hokejową ignorancją.

 

  • Czy woli Pani twórczość Urszuli od „Dmuchawce, latawce wiatr” czy Urszuli Sipińskiej?

 

A można wybrać Dudziak?:)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s